czwartek, 5 lipca 2012

"Z miłości leczy... tylko śmierć"

Wczoraj cały wieczór sedziałam na balkonie i przyglądałam się burzy. Niby się jej boje, a jednak mnie fascycuje. Obserwowałam pająki, naliczyłam 6 dużych i kilkanaście mniejszych. Nie rozumiem, jak ludzie mogą się ich bać i uciekać z krzykiem. Tak więc spędziłam romantyczne chwile w towarzystwie tych stawonogów. Dzisiaj znowu szykuje się dzień nudy. Mieliśmy jechać na baseny, ale rano padało i zrobiło się chlodno. Przynajmniej nie będę się męczyć w tym czterdziestostopniowym upale, którego mam serdecznie dość. Teraz pokaże wam zestaw, który ostatnio stworzyłam:

Wszyscy się cieszą, że są wakacje. Ja wcale nie. Mam za dużo czasu na myślenie. Nie czuję, że ten okres będzie jakiś wspaniały lub nadzwyczajny. Wręcz przeciwnie. W weekend jadę na działkę i zostanę tam pewnie na tydzień lub dłużej. Spotkam się z siostrą cioteczną, osobą, która myśli i czuję tak jak ja. Nawet teraz, gdy wyobraziłam sobie nasze poprzednie spotkanie od razu się uśmiecham. Na koniec zostawiam tu piosenkę, która jest idealna. Obrazuje nawet trochę moje życie. Teraz wracam "pochłaniać" z zawrotną prędkością książkę "Niewinny" Cobena. Zdradze, że jest świetna. W najbliższym czasie musze pojechac do księgarni i kupić coś jeszcze tego autora.